Wielkie zdziwienie moje było, gdy okazało się, że Julitka tak urosła, że prawie wszystkie ubranka są na nią za małe. Ona skwitowała to stwierdzeniem, że przecież ma już 6 lat! No tak 27 lutego miała urodzinki, i z tej okazji też małe rodzinne przyjęcie w sobotę mieliśmy. Był tort , goście i prezenty.
Przygotowałam ciasto francuskie z brzoskwiniami i jabłkiem, kruche ciasteczka ze skwarek. Dla dzieci były bez dodatków w kształcie zwierzątek i literek, bo takie najlepiej lubią. Dla dorosłych z miodem oraz pestkami dyni i słonecznika.
Na tort nie miałam pomysłu, zrobiłam tradycyjny z bitej śmietany jasno różowy! Ważne, że smakował i niewiele go zostało.
Prezentem, który pobił wszystkie była ta oto różowa pufa. Utworzyły się dwa fronty: CHŁOPCY KONTRA DZIEWCZYNY. Wszyscy chcieli na niej siedzieć. Musieliśmy wkroczyć w akcję i rozstrzygnąć spór: kto? kiedy? i jak długo może na niej leżeć? Czy raczej na nią skakać.
Na zbliżający się Dzień Kobiet zakwitł Amarylis.
Miłych niespodzianek w jutrzejszym dniu życzę sobie i Wam Kobiety z okazji NASZEGO ŚWIĘTA!
bardzo fajnie prowadzisz blog tak domowo i twórczo;) z chęcią zostanę na dłużej;)) pozdrawiam Anulek
OdpowiedzUsuńBardzo lubię te kwiaty, ale w tym roku nie mam amarylisa w domu, jak prosto się trzyma! Pufa to wspaniały prezent :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
marta
Najlepsze życzenia dla Jubilatki i serdeczne pozdrowienia.
OdpowiedzUsuńIza