Domek wśród brzóz

"Na starsze dzieci i ich nastawienie do bliźniego
wpływa w szczególny sposób
miłość rodzeństwa i domowa atmosfera."
Theodor Bovet

środa, 29 sierpnia 2012

Wyróżnienie

Kiedy zakładałam bloga sądziłam, że będę tu codziennie coś wpisywała. 
Tymczasem zaglądając i odkrywając nowe blogi namnożyło się wiele nowych pomysłów: na zabawy z dziećmi, na kulinaria, na dekorację domu, na życie , że coraz mniej czasu na pisanie i dzielenie się z blogowymi koleżankami tym co powstało. 
Na wstępie pragnę podziękować Pati za wyróżnienie. 


 
Ostatni tydzień miałam pracowity. 
Postanowiłam wreszcie ogarnąć dom. Umyłam okna, zawiesiłam czyste firanki i zasłony dzięki, którym pomieszczenia nabrały innego wyglądu. A pod koniec tygodnia zaczęły się przygotowywania do 3 urodzin naszej Weroniki. Miałam piec torcik, ale nasza pociecha, pewnego dnia podczas kolacji zapytana przez starszego brata co będzie u niej na urodzinach. Odpowiedziała, że lody i tort SAMOCHÓD! 
Jak ja zrobię samochód? 
Mąż wybawił mnie z tego zadania powiedział, że zamówi dla niej tort w kształcie auta. 
Wydawało mi się nie możliwe stworzenie takiego tortu dziś myślę, że na następne urodziny sama spróbuję wyczarować podobny torcik.


 
Ten tydzień postanowiłam spędzić z dziećmi i ograniczyć się w pracach domowych do minimum. 
Ale dzisiaj nie spodziewanie moje starsze dzieci wyjechały z dziadkami na cały dzień do kuzynów, więc mam chwilkę dla siebie. Weronika jeszcze śpi, cisza spokój zaraz zabieram się za coś co lubię;)


wtorek, 14 sierpnia 2012

Renowacja łóżka

Pewnego lipcowego dnia poprosiłam męża, aby mi rozkręcił nasze łóżko. Wzięłam się za szlifowanie. Zdarłam starą warstwę lakieru czy co to tam było (może wosk). Ciężko było usunąć starą warstwę między zdobieniami. Zużyłam kilka par rękawiczek, które podczas szlifowania rwały się.
 Po kilku "parach" zdecydowałam się na szlifowanie bez rękawiczek. 
Ku mojemu zdziwieniu paznokcie nie ucierpiały. 
Jedynie poczerniały nie wiem czy podczas szlifowania zaszła jakaś reakcja miedzy lakierem z łóżka a lakierem hybrydowym, który miałam na paznokciach. 
Po umyciu rąk nadal miałam piękne paznokcie. Ale miało być o moim łóżku a nie paznokciach.



Dzieci przyłączyły się do szlifowania i pracowały dzielnie. Po wyszlifowaniu mąż położył patynę i przeszlifowałam kolejny raz. Pora na lakier nawierzchniowy i tu klops! Łóżko zrobiło się żółte dosłownie. Mieliśmy lakier wodny i najprawdopodobniej zaszła jakaś reakcja ze starą warstwą. Godzina po 21, byłam zmęczona i zła, ale zabrałam się znów z pomocą męża za szlifowanie i zdzieranie nowo położonego lakieru.  Na drugi dzień rano na nowo poszedł lakier podkładowy nitro, patyna i nawierzchnia też nitro.
Efekt zamierzony osiągnięty! Hurra!!







piątek, 10 sierpnia 2012

Czas leci jak szalony!

Czas leci jak szalony! Mam jeszcze tyle do zrobienia przed wrześniem... ale ktoś kiedyś mi powiedział
"Roboty nie przerobisz zawsze będzie coś do zrobienia". 
Wczoraj tak sobie uświadomiłam, że tego lata mało czasu spędziłam z dziećmi na podwórku. 
W tamtym roku dość często wychodziłam z nimi na spacery, poznawaliśmy rośliny buszowały w lesie na malinach, jagodach i poziomkach. Albo poprostu bawiły się rysując na drodze patykiem. 
Żeby to zmienić po obiedzie jak tylko przestał padać deszcz poszliśmy. Nie było nas ponad 2 godziny. Dzieci najpierw chciały pobawić się w .... no właśnie jak ta zabawa się nazywa? Jedni mówią, że to zabawa w PAŃSTWA a inni ,że W WOJNĘ. Narysowałam im koło podzieliłam na 4 części, wybraliśmy kto jakie państwo reprezentuje. Julitka nasza patriotka zawsze wybiera POLSKĘ. 
Wygrałam nie dałam im forów zagrabiłam ich ziemię ;). 
Później bawiliśmy się w igrzyska olimpijskie- dyscyplina RZUT KAMIENIEM. 
Ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu Szymon bardzo daleko rzucał. Nie potrafiłam rzucić tak daleko jak on. Może kiedyś będzie z niego jakiś olimpijczyk? 
Na koniec dziewczyny rysowały patykiem na drodze obrazki, a ja zmęczona siedziałam na kamieniach i patrzyłam... Kiedy te moje dzieci urosły? Szymon idzie już do 1 klasy, Julitka do zerówki, a Weronika jeszcze zostanie ze mną, chociaż krzyczy że i ona z Julitką będzie chodziła do szkoły. 
W drodze powrotnej do domu trafiła się nam "taksówka". 
To nie musiałam nieść Weroniki, bo już marudziła,że bolą ją nóżki.
Ale jak tylko zajechaliśmy przed dom zamiast usiąść odpocząć, poleciała dalej nie było mowy, żeby posiedziała. Skąd te dzieci czerpią siły i energię?