Domek wśród brzóz

"Na starsze dzieci i ich nastawienie do bliźniego
wpływa w szczególny sposób
miłość rodzeństwa i domowa atmosfera."
Theodor Bovet

wtorek, 26 lutego 2013

Korzystamy z zimy

Ostatnio mój małżonek szczerze mnie zaskoczył. Kupił sobie NARTY do chodzenia. Coś tam mówił wcześniej, że pojeździłby na takich nartach, ale myślałam, że to tylko takie gadanie. A on poważnie do tego podszedł i któregoś pięknego dnia przywiózł NARTY. Nie wierzyłam własnym oczom jak go zobaczyłam musiałam to uwiecznić. Szymon też chciał na nich pojeździć, ale buty za duże na niego. Mąż obiecał, że mu też kupi i będą razem jeździć. Proponował też mi, ale jakoś ja siebie nie widzę, "brodzącej" po śniegu. Zabrałam dzieci na sanki.





 

Szkoda, że nie ma żadnej górki blisko. Wokoło teren jest bardzo równy, ale dzieciaki znalazły sposób, żeby pozjeżdżać. Będąc dzieckiem mieszkałam na osiedlu gdzie tuż przy bloku był teren po dawnej strzelnicy wojskowej. Tam to była frajda, były niższe i wyższe górki. Pamiętam, że bałam się zjeżdżać z najwyższej, bo była dość stroma, ale lęk przełamywałam zaraz po pierwszym zjeździe. Po każdym następnym chciało się jeszcze. Trudność sprawiała wspinaczka na szczyt tej górki z sankami. Ten kto wszedł na górę łączył kilka sanek i wciągał tych, którzy wspinali się na górę. Muszę zabrać swoje dzieci w to miejsce!
Pewnego dnia teściowa wystawiła przed dom wiaderko z wodą. Zaraz zleciło się do niego kilka sikorek, bo na rancie tego wiaderka było troszkę tłuszczu. Jak wyczuły owy smakołyk zaraz zleciały się. Dwie sikorki wpadły do wody, była to tłusta woda i posklejały się im piórka. Wydostały się z wiaderka, ale nie dały rady polecieć. Skakały po śniegu.
Mąż złapał je i włożył do kuwety po kotach. Wysypaliśmy troszkę trocin żeby mogły się powycierać, dostały słoninkę i troszkę wody. Były troszkę przerażone, ale szkoda nam było zostawić je aby zamarzły. Po nocy spędzonej przy piecu troszkę wyschły.




piątek, 22 lutego 2013

Robię porządki

 



 Zatopiłam się w szafie z ubraniami. Zasypało nas śniegiem, więc póki jeszcze wiosna nie nadeszła troszkę porządków postanowiłam zrobić. Trzymam ubrania dzieci od niemowlaka, część rozdałam po rodzinie, ale i tak jest ich jeszcze dużo. Trzymałam je z nadzieję, że niebawem się przydadzą,. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że jednak nie i postanowiłam, że spróbuję je sprzedać na allegro. Ubranka są dobre gatunkowo, wszystko dostałam od rodziców i sióstr, którzy są w USA. Piszę tutaj o tym, bo tak sobie pomyślałam,że może któraś z blogowych koleżanek byłaby zainteresowana. Jeśli tak proszę o zostawienie swojego e-maila w komentarzu.


Drugi powód mojej nieobecności to SERWETKA ! Muszę wyszyć ją przed początkiem marca, a ten czas tak szybko leci, że boję się ,że nie zdążę.

Weronika ostatnio, narzeka, że nie ma się z kim bawić jak Szymon z Julitą idą do szkoły. Są takie dni, że nie odpuszcza mnie na krok ja muszę być jej córką a ona moją mamą;). To są wspaniałe chwile! Razem układamy puzzle, gramy w chińczyka, tańczymy i malujemy.
Przed zbliżającymi się Walentynkami razem z Weroniką zrobiłyśmy kilka karteczek dla Szymona i Julity. A oni zanieśli je do szkoły gdzie zrobiona była skrzynka na walentynkowe karteczki.






Amarylis zrobił nam psikusa i po wypuszczeniu liści po jakimś czasie wypuścił też pąk kwiatowy.









niedziela, 3 lutego 2013

Wiosenna torba

Na imieniny, na poprawę nastroju, na zbliżającą się wiosnę. Zamówiłam u Kasi z bloga made in kasia torbę.  Wiedziałam, że będzie zielona, bo to mój ulubiony kolor. Jestem zadowolona sami popatrzcie.




 Kieszenie w środku na różności.




 Wiosna też na moim parapecie. Mix cebulek zaczyna powoli wychodzić z ziemi. W drugiej donicy posadziłam jaskry, tylko jeden przetrwał. Mam nadzieję, że uda mi się wyhodować choć jeden. W trzeciej doniczce cebula Amarylisa, czy zakwitnie po latach? 
Zaczyna nam przechodzić grypa, ale dzieci będą miały dodatkowy tydzień ferii, żeby dojść do całkowitego zdrowia.