Po zamknięciu lata w słoiczkach, nadszedł czas na zamknięcie jesieni. Obrodziły nam w tym roku jabłka z antonówek zrobiłam kilka butelek soku i dżem. Dżemem Szymon i Weronika smarują placuszki. Julitka woli jak jabłka są starte na tarce i wymieszane z ciastem.
Kronselka poszła na soki i troszkę do zjedzenia. Mamy też starą odmianę jabłek zwaną kosztel, pamiętam te jabłka doskonale z dzieciństwa. Są słodziutkie i najbardziej je lubię. Wczoraj zostały zerwane ostatnie zimowe odmiany jabłek champion, malinówki, lobo i kilka innych, których nazw nie pamiętamy. Większość młodych drzewek pierwszy rok nam owocowała.
Z czerwonych winogron zrobiłam sok. Było tyle owoców, że podzieliliśmy się z rodzinka.
Pierwszy raz owoce miało białe winogrono, były trzy grona, pyszne słodziutkie owoce zjedliśmy zaraz po zerwaniu.
Aronii było tylko tyle co na 3 buteleczki soku a to co zostało po wyciśnięciu soku zalałam spirytusem. Będzie nalewka na przeziębienie.
Na przeziębienie pierwszy raz zrobiłam sok z czarnego bzu.
Pamiętam jak kiedyś mama takim syropem leczyła nas zimą z grypy i przeziębień.
Bardzo lubię robić soki i dżemy robiłam je razem z mamą męża. Najwięcej czasu zawsze schodziło nam z przygotowaniem owoców, obraniem jabłek i pokrojeniem żeby zmieściły się do sokowirówki, czarny bez zamroziłam i super schodziły owoce z gałązek, nie rozmazywały się.
Najwięcej przyjemności i frajdy miały dzieci kiedy szły na grzyby. Mieszkamy w lesie, w którym rosną grzyby, więc cała trójka z koszykiem wyruszała na poszukiwania. Bez problemu odnajdywały co drugi dzień, w tych samych miejscach koźlaki, pod jedną brzozą borowiki, a na pieńkach opieńki. Przed niedzielą pojawiły się na łące pieczarki, z których zrobiłam krokiety.
Stoi sobie wszystko w piwnicy na półeczkach.