Domek wśród brzóz

"Na starsze dzieci i ich nastawienie do bliźniego
wpływa w szczególny sposób
miłość rodzeństwa i domowa atmosfera."
Theodor Bovet

środa, 10 października 2012

Jesień w słoiczku

Po zamknięciu lata w słoiczkach, nadszedł czas na zamknięcie jesieni. Obrodziły nam w tym roku jabłka z antonówek zrobiłam kilka butelek soku i dżem. Dżemem Szymon i Weronika smarują placuszki. Julitka woli jak jabłka są starte na tarce i wymieszane z ciastem. 
Kronselka poszła na soki i troszkę do zjedzenia. Mamy też starą odmianę jabłek zwaną kosztel, pamiętam te jabłka doskonale z dzieciństwa. Są słodziutkie i  najbardziej je lubię. Wczoraj zostały zerwane ostatnie zimowe odmiany jabłek champion, malinówki, lobo i kilka innych, których nazw nie pamiętamy. Większość młodych drzewek pierwszy rok nam owocowała. 











Z czerwonych winogron zrobiłam sok. Było tyle owoców, że podzieliliśmy się z rodzinka.  
Pierwszy raz owoce miało białe winogrono, były trzy grona, pyszne słodziutkie owoce zjedliśmy zaraz po zerwaniu. 


 
Aronii było tylko tyle co na 3 buteleczki soku a to co zostało po wyciśnięciu soku zalałam spirytusem. Będzie nalewka na przeziębienie. 
Na przeziębienie pierwszy raz zrobiłam sok z czarnego bzu.
 Pamiętam jak kiedyś mama takim syropem leczyła nas zimą z grypy i przeziębień.
 Bardzo lubię robić soki i dżemy robiłam je razem z mamą męża. Najwięcej czasu zawsze schodziło nam z przygotowaniem owoców, obraniem jabłek i pokrojeniem żeby zmieściły się do sokowirówki, czarny bez zamroziłam i super schodziły owoce z gałązek, nie rozmazywały się.



 
Najwięcej przyjemności i frajdy miały dzieci kiedy szły na grzyby. Mieszkamy w lesie, w którym rosną grzyby, więc cała trójka z koszykiem wyruszała na poszukiwania. Bez problemu odnajdywały co drugi dzień, w tych samych miejscach koźlaki, pod jedną brzozą borowiki, a na pieńkach opieńki. Przed niedzielą pojawiły się na łące pieczarki, z których zrobiłam krokiety.





Stoi sobie wszystko w piwnicy na półeczkach.












sobota, 6 października 2012

Natasza i Lusia

Zaczął się rok szkolny, dwója chodzi do szkoły, a ja z Weroniką siedzimy w domku. 
Myślałam, że nadrobię zaległości blogowe, ale nic z tego. Nadeszła jesień, skończył się wrzesień, zaczął październik, a z nim przyszła do nas choroba bostońska. Wczoraj wieczorem z taką diagnozą wróciliśmy z Weroniką od lekarza. Mam nadzieje, że starsze dzieci nie zarażą się. 
Dwa dni temu była nasza 9 rocznica ślubu spędziliśmy noc z Weroniką w łóżku drapiąc jej stopy. Trzeba przyznać noc inna jak wszystkie- wyjątkowa;))
Tego dnia też powiększyła się nasza Rodzinka. 
Mąż przywiózł nam kotkę Nataszę z małym kociakiem Lusią. 
Poprzedni właściciele dowiedzieli się, że problemy zdrowotne ich syna związane są z alergią na kota. Natasza i Lusia zamieszkały w naszej stodole. Dzieci cieszą się i kilka razy dziennie je odwiedzają. Nawet chorą Weronikę ciepło ubrałam i na chwilkę tam zaprowadziłam.